sobota, 30 grudnia 2017

change


hej kochani!
Zbliża się koniec roku, który był dla mnie dość trudny i pełen zmian.
Niedawno natchnęło mnie, żeby zmienić kolor włosów i wrócić do jasnego, zimnego blondu. 
Doszłam do wniosku, że czuję się w nim naprawdę bardzo dobrze i swobodnie.
Wykorzystując wizytę u ulubionej fryzjerki, która sprostała zadaniu rozjaśnienia moich włosów z dość ciemnego odcienia brązu, ścięłam je także sporo z długości.
I czuję się świetnie. Właśnie takiego efektu chciałam. 
Jak Wam się podoba? 

bluza-h&m
Do zobaczenia w następnym wpisie.

czwartek, 30 listopada 2017

night


hej kochani.


Wczoraj w nocy nie mogłam zasnąć i oczywiście zaczęłam myśleć nad wszystkim, 
co się dzieje w moim życiu.
Doszłam do wniosku, że mam tendencję do wyolbrzymiania swoich problemów 
i dodatkowo sama je stwarzam, najczęściej tam, gdzie wcale ich nie ma.
Zamiast podejść do tego na spokojnie, odetchnąć i wziąć głęboki oddech-reaguję szybko 
i zdecydowanie zbyt nerwowo.

Niby czuję się wyciszona, ale jednak natłok nagłych zmian mnie przytłacza.

Często też psuję relacje z bliskimi, przez to, 
że analizuję kilkakrotnie wszystko o czym mi mówią. 
Jeśli coś się nie zgadza, od razu dochodzę do własnych wniosków i zaczynam kłótnię.

Ludzie są dla mnie skomplikowani, 
nic w naszych relacjach nie może być proste. 
A nie, możliwe, że ja wszystko za bardzo komplikuję, zamiast dać sobie dystans.

Wszelkie relacje z ludźmi mnie męczą. Jestem w stosunku do nich zimna.
Poznając kogoś nowego, naturalnie włącza mi się bezczelność. 
Chcę być pewna, że jeśli zostałabym sama, to doskonale sobie poradzę.
Lubię być sama ze sobą, robić co chcę i kiedy chcę.
 Doceniam własne towarzystwo i zaczęłam zauważać, 
że nie wszyscy są warci mojego czasu.

Potrzebuję kogoś obok, ale jest niewiele osób z którymi lubię przebywać dłużej. 
Aktualnie chcę o nie zadbać, zasługują na to.
 

A jak tam wasze nocne myśli?
Do zobaczenia w następnym wpisie.

środa, 29 listopada 2017

routine



hej kochani!
  Pogoda mimo jesieni, jest całkiem w porządku.
Niby wieje wiatr, trochę pada deszcz, ale jednak dość często pojawia się na niebie słońce
i temperatura jest całkiem dogodna dla zmarzluchów, takich jak ja.




Przychodzę do was dzisiaj z outfitem, który udało mi się skomponować 
i wydaje się być on, dla mnie, całkiem dobrym rozwiązaniem na tę porę roku.


W mojej szafie gości przede wszystkim czerń.
Uwielbiam ją, ponieważ pasuje do wszystkiego, 
nie wyobrażam sobie stylizacji bez jej udziału
(nawet jeśli stanowi tylko mały element).


Stawiam głównie na prostotę i wygodę- chcę, żeby wszystko ze sobą współgrało 
i tworzyło jakąś całość. 
Jestem zwolenniczką zdania, że mniej znaczy więcej.


Dziś włożyłam zwykłe, czarne leginsy, czarną bluzkę, czarą bluzę z kapturem i kurtkę moro. 
Do tego czarne, wysokie botki na wiązanie i mam to, co chciałam uzyskać-gotowość do wyjścia.

 To ważne, żeby na co dzień czuć się dobrze i swobodnie, ale także pewnie.


A u mnie?
Zmiany, trwające cały czas.
Zaczęło mi brakować czasu na rzeczy, które chcę zrobić już, teraz, w tej chwili,
ale nie odkładam niczego na później, bo mogłabym nie zdążyć, haha. 

Z tego wynika fakt, że czasami mój dzień trwa 20 godzin, 
kiedyś odeśpię... może. 

Rutyna niestety nie chce zostawić mnie w spokoju i dzielnie dba o moją psychikę,
ale nawet o niej nie myślę.
Nie chcę przecież myśleć.

Wstaję rano, zasypiam późną nocą- wykorzystuję każdą minutę, nawet sekundę.
 
Wyciszam się, 
mam dokąd pójść, dokąd wracać. 
 
Mam do kogo się przytulić.
Mam dla kogo być, mam siebie samą i dziękuję za to (osiągnięcie, haha).
 


Dopadła was jesienna chandra?
Do zobaczenia w następnym wpisie.