sobota, 19 maja 2018

my everything


Na czym stoję? Mam dach nad głową, dobrych ludzi obok, dystans do życia...
I Jego.



Poznaliśmy się w pierwszej klasie liceum. Początki naszej znajomości były słabe, nie lubiliśmy się po całej linii. 
Poróżniło nas wszystko, nie mieliśmy tematu, ani nawet chęci do rozmowy- dystans, który nas dzielił, był wyczuwalny z daleka. Trwało to rok.


We wrześniu, z początkiem drugiej klasy liceum, coś zaczęło się zmieniać.

Pierwsza wiadomość, messenger, snapchat...
Pisaliśmy ze sobą coraz więcej i coraz dłużej (aż do 1-2 w nocy, a o 6 rano pobudka).
Nagle zmieniło się nasze podejście. 
Im więcej o sobie wiedzieliśmy, tym bardziej ciągnęło nas, by dowiedzieć się czegoś jeszcze.
Zaczęliśmy (po roku!) ze sobą rozmawiać, a tematów? było mnóstwo, a z każdą kolejną rozmową, ich ilość tylko narastała.

Na początku byłam chłodna i zdecydowanie niechętna do współpracy, 
bo to Kuba zaczął i chciał ciągnąć tą relację.
Dziś dziękuję Bogu, że moje zachowanie (a byłam nieznośna!) nie wywarło na nim żadnego wrażenia i nie uciekł z krzykiem.

Zaczęliśmy się spotykać. Wychodziliśmy głównie na spacery wieczorami, mieliśmy czas i szansę, żeby nauczyć się siebie.
Jak mówić, co mówić, jak robić i co robić.


Tak minął miesiąc. 
Okazało się, że jesteśmy zupełnie innymi ludźmi, niż wcześniej nam się wydawało.
Polubiliśmy się, znaleźliśmy wspólny język. Mieliśmy dla siebie czas, z prywatnych spotkań czerpaliśmy radość.

W październiku pojechaliśmy do Warszawy, na wycieczkę szkolną.
To był moment i miejsce, które pozwoliły nam się do siebie zbliżyć.
Pierwszy raz się całowaliśmy i to było dla mnie to, czego bardzo chciałam i to, na co tak czekałam.
Zakochaliśmy się.

Po powrocie do domu mój świat stanął na głowie i tak, 5 listopada 2017 roku zostaliśmy oficjalnie parą. 
Było pod górkę, nawet dość stromo. Wiedzieliśmy o sobie dużo, musieliśmy się jednak odnaleźć w nowej sytuacji, otworzyć nowy rozdział i zmienić kilka rzeczy, zostawić stare spawy.

Dzięki Kubie, bardzo się zmieniłam. 
Zrozumiałam, że jestem wprost zimną suką dla ludzi, którzy ledwo mnie znają i, że nadszedł czas, żeby to zmienić.
Nauczyłam się odpuszczać, rozumieć pewne kwestie, ale i walczyć o ważne rzeczy, na których szczerze mi zależy.
Nie boję się mówić, czego chcę. Nauczyłam się rozmawiać i poruszać niewygodne i trudne tematy.

Jestem indywidualistką, lubię wszystko robić sama 
(w szczególności, jeśli chodzi o jedzenie i spanie),
a teraz wolę zasypiać wtulona w Niego i nawet nie przeszkadza mi, gdy je z mojego talerza.
I jestem dumna z siebie, bo mam powód.


Odkąd jesteśmy razem, trochę rzeczy wspólnie zrobiliśmy/osiągnęliśmy.
W miarę możliwości zaliczamy spacery, robimy kilometry na rowerach (do najbliższego punktu Fortuny ;) ), przyrządzamy śniadania, wychodzimy do kina, na obiady (makarony w Galerii Katowickiej tutaj górują), ale czasami leżymy w łóżku cały dzień, oglądając filmy czy słuchając muzyki i cieszymy się ze swojej obecności.
A teraz te bardziej szalone zajęcia (UWAGA),
głównie zajmujemy się złomem, jego skupem i przeznaczamy na tą czynność większą część wolnego czasu(zgniatanie puszek to świetna sprawa!), segregujemy śmieci (dbamy o środowisko), obstawiamy zakłady (mocno uzależniające).

Poza tym spotykamy się regularnie ze znajomymi. Przez Kubę poznałam mnóstwo cudownych osób.

Poznaliśmy praktycznie wszystkich członków naszych rodzin, atmosfera jest okej. Moi rodzice polubili Jakuba, myślę, że moi przyszli teściowie mnie też.
Spędziliśmy wspólnie święta i sylwestra, moją i Jego 18stkę, urodzinki naszych rodziców, braci Kuby. Byliśmy też na kolacji z wujkiem Jakuba z Włoch.



Mamy wspólne plany na przyszłość i mam cichutką nadzieję, że uda nam się je zrealizować.
Mimo kłótni i spięć jestem dziewczyną, naprawdę świetnego chłopca!

Kuba jest nerwuskiem, ale denerwuje się zwykle, gdy ma dobry powód.
Jest czuły, delikatny i zazwyczaj on mnie wycisza, ciągnie do rozmowy.
Bardzo mnie wspiera w każdej sytuacji, przytula.
Jest blisko, gdy go potrzebuję, mogę do niego napisać czy zadzwonić, kiedy chcę.

Zdolniacha z niego również, zdał prawo jazdy za pierwszym razem! 
Jeździmy teraz często autkiem, co jest zdecydowanie wygodniejsze niż kzk gop.
Mamy do siebie kawałek, ponieważ ja mieszkam w Siemianowicach Śląskich, a on w Rogoźniku.
Ta odległość ma jednak plusik, mamy trochę spokoju haha.
U Niego (to moja ulubiona wieś) czuję się już jak u siebie, jest mi tam po prostu dobrze.



Jestem szczęśliwa.
I jeśli to czytasz maluszku, to kocham Cię najmocniej na tym świecie.


Dziękuję za uwagę kochani, do następnego wpisu!

czwartek, 29 marca 2018

vinted

hej kochani!
Bardzo długo zajęło mi zrobienie porządku w moich rzeczach
(ubraniach, butach, kosmetykach). 
Szafki od jakiegoś czasu nie chciały się domknąć, a ja używałam 1/4 z tego, co w nich było.

Kilka dni temu postanowiłam to zmienić i konsekwentnie zabrałam się za segregację.
Zostało tylko to, czego używam, co noszę i czego potrzebuję.

Ponad 2 lata temu założyłam konto na dość aktualnie znanym portalu VINTED,
więc wszystkie przedmioty, które mi już posłużyły, bądź nawet nie, bo od początku 'to nie było to',
znalazły się na aukcjach.

W internecie bywa różnie, szczególnie ze sprzedażą,
ale rzeczy powolutku schodzą, 
trafiają do nowych właścicieli i cieszą się miejscem w czyjejś szafie.

Ważne jest, aby zrobić dobre zdjęcia, ustawić dokładne opisy każdego produktu
i określić adekwatną cenę.
(Tylko te ceny wysyłek na poczcie...szkoda słów.)

Samej zdarza mi się coś kupić na vinted, zgodzić się na wymianę.
To miejsce, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie, 
bo katalog jest pełen rozmiarów, kolorów i znanych marek.
 
Link do mojego profilu- klik.
Zapraszam,
do zobaczenia w następnym wpisie.


środa, 28 lutego 2018

roses



hej kochani!
Uwielbiam róże. Szczególnie białe.
Mają dla mnie duże znaczenie, same w sobie są piękne i nawet nie wiem dlaczego, 
ale ze wszystkich kwiatów, te lubię najbardziej.

Bardzo długo chciałam mieć tatuaż.
To pewnego rodzaju ingerencja w swoją naturalność.

Czekałam, żeby upewnić się w swoim przekonaniu, że to dobry wzór, miejsce, czas
i jestem gotowa nosić go przez całe życie, aż do lipca 2017.
Zdecydowałam się na studio w Sosnowcu i trafiłam na tatuażystkę, 
która świetnie wykonała na mojej ręce wzór (wcześniej dokładnie rozrysowany).
 Wybrałam właśnie róże.
Mój tatuaż to sam kontur, bez cieniowania i bez koloru-prostota.
Za miesiąc będę go kończyć (tak, jeszcze daleka droga haha).
Chciałabym, żeby kwiaty, liście i pączki oplotły ramię wokół,
a później zostały odpowiednio wycieniowane.
Plany, plany.

Samo wykonywanie tatuażu, to kwestia absolutnie indywidualna.
Próg bólu? Zależy od człowieka.
Ja byłam kłuta w miejscu dość czułym, ale nie sprawiało mi to ani dyskomfortu ani bólu,
możliwe, że byłam zbyt przejęta faktem, że w ogóle leżę na tym fotelu.
Ceny są bardzo chwiejne, zależne od studia i wielkości wzoru.

Jestem szczęśliwa, 
że zaczęłam spełniać moje marzenie i mam możliwość je aktualnie dokończyć.
W przyszłości chcę kontynuować zabiegi, wstępne zarysy już się snują w mojej głowie 
(nie od dziś i nie od wczoraj).

Pragnę tylko przestrzec wszystkich, którzy (nawet tylko) planują tatuaże,
podejdźcie do tego na spokojnie, bez pośpiechu. 
Znajdźcie dobre studio, z ludźmi, którzy wam nie zrobią 'krzywdy', a znają się na swoim zawodzie,
bo nie trudno o takich.
+HIGIENA. Dbajcie o siebie, pilnujcie w studiu sterylizacji narzędzi pracy i 
zapoznajcie się z instrukcją obchodzenia się ze świeżym tatuażem, bo przez jakiś czas,
 trochę tych zaleceń jest. 

Do następnego wpisu.